|
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Ryanair także stworzył kalendarz z pięknymi paniami. Na zdjęciach stewardessy już nie zajmują się tylko podawaniem kawy, herbaty i wina, ale przede wszystkim cieszą oko, prezentując skąpo przyodziane wdzięki. Nie jest to pierwszy kalendarz Ryanaira z roznegliżowanymi stewardessami. Poprzednie edycje wywołały kontrowersje, do kalendarza na 2008 rok poważne zastrzeżenia miał hiszpański urząd ochrony konsumenta. Podejrzewano także niesłusznie, że firma zmusza swoje pracownice do pozowania (nie bardzo wiem jak - grożąc zwolnieniem? To chyba nie te czasy, żeby pracownik nie poszedł z czymś takim prosto do sądu.) W tym roku pierwszych sto kalendarzy przekazano Partii Pracy Mary Honeyball, która wysuwała wspomniane oskarżenia. Wszystkie kalendarze Ryanaira sprzedawane są w szczytnym celu - zysk z ich sprzedaży zasila konto fundacji "KIDS", która zapewnia wsparcie dla brytyjskich dzieci niepełnosprawnych. Tegoroczna edycja kosztuje podobno 10 euro.
czwartek, 07 stycznia 2010
W styczniu wypada pisać o słynnych kalendarzach. Nie odmówimy sobie więc przyjemności zaprezentowania kalendarza ukraińskich linii lotniczych Windrose, o którym mówi już chyba cały świat. Dziewczęta z Ukrainy latają wysoko i z niebywałym wdziękiem. Zdjęcia, na których stewardessy Windrose prezentują swój niewątpliwy słowiański urok, możecie teraz mieć na ścianie i co rano czuć pokusę podróży ;) A oto próbka:
piątek, 27 listopada 2009
Poszukując ciekawostek do zamieszczenia na niniejszym blogu wpadłam na informację sprzed paru miesięcy. Sprawa dotyczy linii lotniczych Virgin Atlantic, należących do miliardera i przedsiębiorcy Richarda Bransona. Już sama nazwa jest intrygująca, zważywszy na krwistoczerwone uniformy stewardess (ciekawe swoją drogą, czy linie AirAsia wzorowały się na nich?). W lutym tego roku firma obchodziła 25-lecie istnienia. Z tej okazji wyemitowano klip reklamowy, który z miejsca wzbudził kontrowersje.
Reklamie zarzuca się seksizm. Oskarżenie to jest tym chętniej podnoszone, że australijski oddział firmy jakiś czas temu przegrał proces o nie przyjęcie do pracy ośmiu kobiet, ponieważ nie były wystarczająco młode i ładne. Mimo, że stanowczo potępiam przejawy dyskryminacji w zatrudnianiu pracowników, przyznam, że trudno mi sobie wyobrazić stewardessę w średnim wieku lub o nieciekawej aparycji - ten zawód zawsze należał do młodych i atrakcyjnych kobiet. Jakiekolwiek są fakty, z pewnością przyjemnie popatrzeć na podniebne dziewczęta w pięknie skrojonych kostiumach, tak więc z radością wrzucam zdjęcia stewardess Virgin Atlantic, w tym jednej prawdziwej lalki ;)
piątek, 30 października 2009
W samolocie linii AirAsia urodziło się dziecko. Co prawda do terminu brakowało jeszcze 11 tygodni, jednak młody człowiek postanowił przyjść na świat w uroczym towarzystwie stewardess w czerwonych uniformach. Jeśli zgodzimy się z teorią, że gust nalezy kształtować od kolebki, wybór miejsca nie wydaje się taki zły. Rzecz miała miejsce podczas lotu numer AK 6506 z Penang do Kuching na wysokości około 2000 stóp. Dr Ronald Tang, który odbierał poród, pochwalił załogę mówiąc, że wykonali "kawał dobrej roboty". Samolot lądował awaryjnie w Kuala Lumpur, gdzie matkę i dziecko przewieziono do szpitala. Nowy obywatel otrzymał imię AirAsia, stając się w ten sposób prawdopodobnie pierwszym na świecie dzieckiem nazwanym imieniem linii lotniczych. Matka i dziecko otrzymali przywilej bezpłatnych lotów i wielki dyplom z napisem: "Urodzony na wysokości 2000 stóp". Na blogu AirAsia mozna przeczytać relację doktora Tanga z tego zdarzenia.
piątek, 16 października 2009
Jednak wybrałam się na Boeing-Boeing. I muszę przyznać, że byłam miło zaskoczona. Przedstawienie jest naprawdę zabawne (jedyna wada tego stanu rzeczy to ta, że często przez śmiech widowni nie słychać dialogu). Adaptacja Bartosza Wierzbięty - tego samego, który wsławił się tłumaczeniem Shreka - bardzo fajna. A Cezary Kosiński w roli zrzędliwej służącej - wspaniały! Poza tym odtwórczynie ról stewardess stanęły na wysokości zadania: są czarujące, seksowne i w ogóle dokładnie takie, jak powinny być. Nie jest to oczywiście ambitny teatr offowy, ale po prostu dobra komedia, którą z czystym sumieniem polecam każdemu, kto chce się zrelaksować.
poniedziałek, 06 lipca 2009
Sztuka francuskiego dramatopisarza Marca Camolettiego to od 1991 roku rekordzista Guinessa w kategorii "najczęściej wystawiana francuska sztuka na świecie". Historia mężczyzny związanego z trzema stewardessami wystawiana była w 55 krajach i doczekała się w sumie 17500 realizacji oraz kilku wersji filmowych. Po kilku latach przerwy sztuka wraca na rodzime sceny, przypomniana przez stołeczny Teatr Studio Buffo, pierwszy raz wystawiana w Polsce pod swoim oryginalnym tytułem (10 inscenizacji z lat 1960-80 nosiło tytuł "Latające narzeczone").
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Nieplanowane lądowanie pokrzyżowało nieco urlopowe plany grupy turystów, którzy 20 czerwca wybierali się z katowickich Pyrzowic na Rodos. Przymusowa przerwa w podróży spowodowana była niedyspozycją szefowej pokładu, która zemdlała w chwili, gdy samolot wzbijał się w powietrze. 160 pasażerów musiało przełożyć o kilka godzin inaugurację swojego urlopu, podczas gdy kobieta została przetransportowana do szpitala w Tarnowskich Górach, gdzie udzielono jej niezbędnej pomocy. Cóż, niektórzych po prostu nie da się zastąpić.
środa, 11 lutego 2009
Na pokładzie samolotu Lufthansy do Krakowa, który wczoraj wieczorem miał wystartować z lotniska w Monachium coś się wydarzyło. Bohaterami zajścia byli Nelli i Jan Rokitowie oraz stewardessa niemieckich linii. O to, co dokładnie zaszło na pokładzie, spierają się polskie i niemieckie serwisy informacyjne. Zarzewiem konfliktu było ponoć to, że polski pasażer, podróżując klasą ekonomiczną, próbował umieścić paltocik swój i swojej żony w luku bagażowym klasy business. Zaprotestowała przeciw temu stewardessa. Co było dalej? Jedni twierdzą, że przyzwyczajony do królewskiego traktowania, neurotyczny Jan rzucił się na biedną kobietę i próbował ją poturbować. Inni upierają się przy wersji, jakoby niemiecki personel był uprzedzony wobec Polaków i z racji swoich uprzedzeń zareagował wyjątkowo gwałtownie. Niezależnie od przyczyn, incydent zakończył się wyprowadzeniem skutego w kajdanki pasażera z samolotu i jego tymczasowym zatrzymaniem.
niedziela, 08 lutego 2009
Niewielu politykom udaje się tak mocno elektryzować opinię publiczną, jak nowej premier Islandii, Johannie Sigurdardottir. Dla pogrążonej w ekonomicznym chaosie wyspy jest nadzieją na odzyskanie politycznej i gospodarczej stabilizacji, cieszącą się w sondażach poparciem ponad połowy społeczeństwa. Dla działaczy na rzecz praw mniejszości seksualnych jest dowodem na to, że życie w związku partnerskim z osobą tej samej płci nie przekreśla szansy na objęcie najważniejszego urzędu w kraju. 66-letnia pani premier jest też rekordzistką - jedynym politykiem w islandzkim parlamencie, któremu nieprzerwanie przez udawało się skutecznie zabiegać o reelekcję. A skoro już postanowiłam o niej napisać na niniejszym blogu, domyślacie się zapewne, że nim rozpoczęła się jej polityczna kariera, Johanna Sigurdardottir była stewardessą. Czy 11 lat spędzonych na pokładach linii linii Loftleidir Airlines (obecnie Icelandair) przygotowały ją do sprawowania obecnego urzędu - trudno orzec. Tak czy inaczej - trzymam kciuki za pomyślne sprawowanie rządów w tej, niewątpliwie burzliwej kadencji.
Tak wygląda Johanna Sigurdardottir
A tak wyglądają dziewczęta z Icelandair, na zdjęciach, które znalazłam tu.
piątek, 30 stycznia 2009
Jak donosi gazetowy Deser, opanowaniu pewnej odważnej stewardessy pasażerowie pewnego pechowego lotu z Kanady do Dublina zawdzięczają być może życie. Gdy w trakcie lotu jeden z pilotów niespodziewanie stracił nad sobą kontrolę i przestał stosować sie do zasad bezpieczeństwa na pokładzie, załoga postanowiła odsunąć go od sterów. Niesforny pilot nie zamierzał jednak łatwo ich oddawać - gdy zawiodły pokojowe metody negocjacji, obezwładniono go przy pomocy dwóch znajdujących się na pokładzie lekarzy. Problemem pozostało wytypowanie kogoś, kto mógłby go zastąpić - do pilotowania maszyny niezbędne były bowiem dwie osoby. Sytuację uratowała jedna ze stewardess - absolwentka kursu pilotażu małych samolotów, która wprawdzie nie miała aktualnej licencji, ale świetnie poradziła sobie za sterami. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
A po lądowaniu...
|